Inspiracje

"Szczęście jest kwestią nawyku" (Arystoteles). Codziennie przypominam sobie, jaki piękny jest świat, ilu wokół jest dobrych ludzi i cieszę się z ich szczęścia. Dzięki temu też jestem szczęśliwa!


  SKOMENTUJ

Gdy przyjechałam, zauważyłam, że część kobiet maluje twarz na biało. I bynajmniej nie o kompleksy tu chodziło. Czarni są bardzo dumni z tego, że są czarni. Nawet w swoim prawodawstwie (RPA) mają zapisane, że jeśli szef firmy ma trzech kandydatów do pracy, to najpierw musi zatrudnić czarnego, gdy takiego nie ma, to kolorowego (mulata), a dopiero – jak już brak takich kandydatów – może to być biały. Kobiety ludu Khosa (RPA) malują twarze białą glinką, by chronić skórę przed niszczycielskim działaniem słońca. Glinka chroni skórę przed powstawaniem plam i zmarszczek. Kobiety zmywają ten osobliwy makijaż dopiero wieczorem, po powrocie do domu, a czynią to wszystko, by podobać się swoim mężom. Obcym mężczyznom podobać się nie muszą.

W Afryce kobiecość jest ściśle powiązana z płodnością. A płodna kobieta nie może przypominać patyka, chwiejącego się na wietrze. Płodna kobieta musi mieć duże, ciężkie piersi, by zmieściło się w nich dużo mleka dla dużej ilości dzieci. Brzuch zaś w każdej kulturze zawsze był symbolem płodności, więc niby czemu od matek oczekuje się, by były chude jak nieletnie modelki? Płodna, czyli piękna kobieta ma duże, przysadziste pośladki, na których wygodnie może się rozsiąść para bliźniąt. Dzieci sadza się na pupie matki, owija chustą i wszyscy są zadowoleni – matka ma wolne ręce do pracy, a dziecko czuje jej obecność i jest spokojne. Nigdy nie widziałam dziecka płaczącego na plecach matki. Za to białe dzieci w wózkach ryczą jak syrena alarmowa! Do czasu... gdy czarna niania wpakuje je sobie na plecy. Świetna metoda, płacz mija jak ręką odjął! Więc, Drogie Panie i Panowie... Może by tak przemyśleć nasz europejski zmysł estetyczny i pozwolić nam, kobietom, wyglądać trochę naturalniej

Cudownie ciepła i uśmiechnięta Mama Virginia Mutwa. Mama wie, że kobieta powinna kochać swe ciało, akceptuje swój wiek, cieszy się wnukami, nie narzeka na zmarszczki. Jest uosobieniem kobiecości i uroku. Gdy tylko przyjechała po mnie do mojego hoteliku i wyciągnęła ręce by mnie przywitać, chciałam się rzucić w jej ramiona. Na szczęście zasłużyłam sobie na pożegnalne uściski i wyjechałam z Kuruman z jej błogosławieństwem. Mamie Virginii przez myśl by nie przeszło odmawianie sobie posiłku. W Afryce i na świecie jest dość głodu; jeśli mamy pełen talerz, to należy celebrować posiłek. Jadłam jej dania, pyszne i krzepiące i cieszyłam się nimi tak jak ona i jej mąż. Nie ważne ile kobieta waży. Ważne czy akceptuje swoje ciało i samą siebie. Mama Virginia kocha siebie a to automatycznie sprawia, że ja pokochałam ją.
I widzę jej piękno;-)

Pojęcie piękna jest, jak wiecie, rzeczą względną. Pierwszą różnicą, jaka rzuca się w oczy po wylądowaniu w jakimkolwiek afrykańskim kraju, jest tusza kobiet. W Europie panuje kult chudości, modelki wyglądają, jakby bały się jedzenia (przynajmniej moim zdaniem), wyciskamy z siebie siódme poty na siłowni. I po co to wszystko? Po to, by przeciętny czarny Afrykanin zastanawiał się, jak w ogóle takie chude coś może urodzić dziecko.
         Pewnie zauważyliście, że w świecie zwierząt to samce się stroją, a samice pozostają jakby... niewidoczne. Najlepszym przykładem jest paw. Puszy swój ogon, by zaimponować samicy, a ona pozostaje szara i zwykła. Podobnie rzecz ma się z gazelami, sarnami, lwami i innymi zwierzętami. Ciekawa sprawa z tym ozdabianiem się. U ludzi jest dokładnie na odwrót. Tylko czy u wszystkich ludzi? Otóż nie! Wiele afrykańskich plemion bliższe jest natury niż my. To mężczyźni malują sobie twarze, to oni zaplatają warkoczyki i smarują je czerwoną mazią, by odbijały się radośnie, gdy tańczą i starają się zwrócić na siebie uwagę pań. Na przykład Masajowie w Kenii tak robią. Ich taniec polega na skakaniu w miejscu. Kto wyżej skacze, ten szybciej zdobywa uznanie płci przeciwnej. I jak fajnie te warkoczyki podskakują wraz z właścicielem! Masajki zaś noszą często krótko przystrzyżone włosy lub w ogóle je golą, by uniknąć dodatkowego ogrzewania w i tak gorącym klimacie

W Afryce, jak i na każdym kontynencie, mnóstwo jest roślin leczniczych i stymulujących zdrowie. Popularne jest masło shea. Wyrabia się je z orzechów drzewa o tej samej nazwie. Pozyskuje się z nich olej używany do wyrabiania oliwki, kremów, balsamów. Afrykańskie kobiety stosują je od zawsze (wspomina się o nim już w papirusach ze starożytnego Egiptu) ze względu na wyjątkowe działanie odżywcze i nawilżające. Światowe koncerny również produkują z niego kosmetyki.

            Znany wszystkim aloes także rośnie w Afryce – od południowych krańców RPA, przez wielką wyspę Madagaskar, aż po kraje graniczące z Półwyspem Arabskim. Napar z aloesu działa na organizm jak detoks, kremy nawilżają i łagodzą. Afrykańskie kobiety rozcinają jego liście i wsmarowują cenny sok w skórę. Nie tylko poprawia on jej wygląd, ale i pomaga leczyć rany i słoneczne oparzenia. Gdy zadrapałam się w Zululandzie w ramię, odcięłam kawałek rosnacego przy drodze aloesu i wycisnęłam sok na ranę. Po godzinie po zadrapaniu prawie nie było śladu;-)

           W Etiopii do celów kosmetycznych używa się starego masła. Nakłada się je na włosy, by były silne i błyszczące. Moje etiopskie koleżanki twierdzą, że to wyjątkowo skuteczna metoda.

Zuluska mama posmarowała twarz pomarańczową lokalną ziemią. Nie przez przypadek, wie co dobre dla skóry. Pomarańczowa glinka to kwintesencja południowoafrykańskiej ziemi. Taki kolor ma ziemia, po której stąpam, z niej wyrastają dające cień akacje i jacarandy, z niej buduje się domy. Ta pomarańczowa gleba ma niezwykłe właściwości odmładzające. Podczas jednego z rytuałów oczyszczania sangoma nałożyła mi ją na całe ciało. Zmyłam ją dopiero następnego dnia i… oniemiałam! Moja sucha zazwyczaj skóra przypominała w dotyku skórę trzylatka, była miękka, nawilżona, sprężysta. Twarz była idealnie gładka, promienna. Żaden zachodni kosmetyk nie podziałał nigdy na moją skórę lepiej niż pomarańczowa glinka z Zululandu.

 

Kosmetyki możemy zrobić same. Wystarczy zrobić mocny napar z herbaty rooibos, który posłuży nam za podstawę kosmetyków:
Peeling robi się mieszając odrobinę mocnego, zimnego naparu z oliwą z oliwek i dużą ilością cukru. Ma chrzęścić w rękach, tylko w ten sposób będzie mieć właściwości złuszczające.
Do maseczki trzeba przestudzić napar i rozmieszać w nim białą glinkę (dostępna w aptekach za jakieś 3 zł), nałożyć na umytą twarz na 20 minut i od razu wygląda się lepiej! A jak jeszcze wcześniej zrobimy peeling z rooibosa, to nasza skóra westchnie z radości.
Odżywka na suche i łamliwe włosy: mocny, przestudzony napar zmieszać z łyżką miodu. Rozsmarować na suchych końcach. Zawinąć na 20 min. Zmyć ciepłą wodą.
Próbowałam, naprawdę działa;-)

Highlights